Kerala – Eravikulam National Park – herbaciany raj, a także: co łączy Indie z Łowiczem?

Eravikulam to kraina słynąca z uprawy herbaty (największy producent herbaty w Indiach) i wodospadów, które w porze suchej często zapominają o tym, że mają płynąć. Skupiliśmy się więc na tym pierwszym i na otaczających górach, które powyżej poziomu plantacji przypominają polskie Bieszczady. Temperatura jest tu przyjemnie chłodna (w ciągu dnia 20-25 stopni, w nocy około 5 stopni w styczniu), nie doskwiera upał dominujący w pozostałej części Kerali. Dzięki temu możliwa jest tutaj uprawa roślin, które w innych częściach Indii nieprzyjęłyby się. Jest to na tyle atrakcyjne dla Hindusów, że robią sobie z nimi zdjęcia:) Główna miejscowość, skąd można rozpocząć zwiedzanie, to położony na 1500 m n.p.m. Munnar – 5 godzin autobusem z Ernakulam/Aluvy. Jadąc tu chcieliśmy uciec od głośnych Indii, wyjechać do przyrody, posiedzieć w spokoju i odciąć się od klaksonów, bez których indyjskie drogi nie potrafią żyć. Pech chciał, że przyjechaliśmy w jedno z kilku świąt państwowych Indii. Zamiast spokojnego Munnaru zostaliśmy tłumy aut i ludzi. W Indiach do tej pory nie rozwinęła się turystyka znana w europejskim wydaniu. Nie ma szlaków, po których oznaczenia prowadzą turystę. Oficjalne zwiedzanie parku polega na przejechaniu się przez niego autokarem. Własnym sposobem znaleźliśmy na mapie jedną ze ścieżek i poszliśmy ku górom, wzdłuż plantacji herbaty. Po ok. 2 godzinach zatrzymali nas pracownicy plantacji mówiąc, że to teren parku i chodzić po nim nie wolno. Nie przekonały ich wyjaśnienia, że po drodze żadnej tabliczki nie było, a droga ta jest ogólnodostępna i połączona z główną drogą samochodową. Wezwali zatem strażnika parku, ten kolejnego. Wykonali kilka telefonów i ostatecznie, w asyście strażnika parku i pracownika plantacji na motorze, zostaliśmy odprowadzeni do głównej drogi. Kolejnego dnia lokalny przewodnik zaproponował nam trekking w jego towarzystwie (2 osoby, 4 godz., 1000 rupii). Zostaliśmy oprowadzeni przez okoliczne góry i plantacje herbaty. Tym razem musieliśmy przejść pod szlabanem zakazującym wstępu z tabliczką „no entry” i hasłem „no treking”. Lokalnym najwyraźniej można wiecej:) To co jeszcze wyróżnia Munnar od reszty Indii to poziom czystości, przyjemnie zaskakujący na tle calego kraju. Jednak i tutaj spotkać można było miejsca, o których zapomniano. Co gorsze, dowody wskazują na to, że to nie Hindusi tak śmiecą…. Odwróciliśmy kilka tacek i poczuliśmy wstyd. Nasi tu byli! Dowody są jednoznaczne: ktoś z Łowicza zaśmieca Indie! Bardziej racjonalne wyjaśnienie zagadki: obok leżały też tacki zrobione z opakowań po chińskich produktach. Prawdopodobnie w Indiach produkuje się kartony na pół świata, a braki produkcyjne przetwarza na podkładki na jedzenie. Od kilkudziesięciu lat rejon ten jest zdominowany przez producenta herbaty. To on daje pracę większości niewykształconym osobom. Za 8 godzin pracy i zebranie 20 kg listków herbaty, pracownik dostaje 327 rupii, około 20 zł. Poza tym dostaje dostęp do służby medycznej, żłobek, przedszkolę i szkołę dla dzieci oraz mały domek z działką, która po 33 latach pracy staje się jego własnością. Praca polega na ręcznym (lub przy pomocy nożyc) zbieraniu młodych, jasnozielonych listków. Z tych rozwiniętych powstaje czarna herbata, z połowicznie rozwiniętych zielona, zaś biała z kompletnie nierozwiniętych, młodych liści. Poniżej listek czarnej herbaty: Aktualnie rządzącą partią w tej części Indii są komuniści, co widać prawie na każdym rogu. W najbliższych wyborach sytuacja ma się podobno zmienić. Region ten jest jeszcze znany z powodu pewnej rośliny (Neelakurinji), która zakwita raz na 12 lat, pokrywając okoliczne wzgórza kolorem fioletu. Lokalne plemiona żyjące w górach do tej pory mierzą czas (odpowiednik naszego stulecia) okresami od zakwitnięcia do zakwitnięcia. Inna roślina, której mieszkańcy mogą wiele zawdzięczać, to sprowadzona przez Brytyjczyków Spathodea. To drzewo z czerwonymi kwiatami, które przyciągają komary, a następnie je zatrzymują (swoją lepkością). Dzięki temu okolice Munnaru są wolne od komarów i mieszkańcy – a razem z nimi turyści – nie mają tutaj problemu z malarią. To, co jeszcze wyróżnia Keralę na tle Indii to religia. Widoczny jest wpływ portugalskich kolonizatorów w postaci chrześcijaństwa. Wygląda ono jednak nieco inaczej niż europejskie:-) youtube: Chrześcijaństwo w Indiach

2 comments

  1. No niestety Polacy śmiecą na całym świecie. W Indiach to chyba nie zaszkodzi, bo tam i tak dziwnie podchodzą do czystości. Ja nie mogłam się do tego przyzwyczaić kiedy byłam w Indiach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge